Nie mam siły teraz, skąd mam wziąć siłę na wrzesień? A na październik? A skąd na resztę dni? Nie mam pojęcia, wiem jedynie, że będzie cholernie ciężko. W dodatku szkoła... Karolina przypomina, że w tym roku zaczynają się próbne matury... A przecież to właśnie 2-gi rok w liceum jest zawsze najgorszy pod względem nauki. Staram się o tym nie myśleć.
Nigdy nie sądziłam, że coś takiego przytrafi się mnie. Nigdy nie sądziłam, że będę mogła uczestniczyć w czymś tak niesamowitym i wspaniałym. Jestem z nimi już czwarty rok i wierzcie mi na słowo, wciąż nie mam dość. Mało tego, wciąż mam apetyt na jeszcze więcej! Chcę zobaczyć co z nich wyjdzie, kim będą za rok, za dwa. Wiem, że to dla nich brzmi śmiesznie, po co myśleć o tak odległych rzeczach? To tak wiele czasu, tak daleko i odlegle w czasie. Spokojnie, dla mnie brzmiało to identycznie. Dziś stoję obok nich, jako przyboczna i zastanawiam się, jak to wszystko będzie wyglądać? Chciałabym tylko (o ironio, jakie to egoistyczne!), żeby dobrze się bawiły podczas moich rządów. Żeby mogły kiedyś dobrze mogły mnie wspominać, żeby nie zapomniały tak, jak po części zapomniałyśmy o Magdzie. Chciałabym móc powiedzieć, że na pewno będą świetnymi zastępowymi, przybocznymi a może i nawet drużynowymi. Ale nie mogę, zbyt wiele tak idealnych kandydatek już widziałam, zbyt wiele zrezygnowało.
Pamiętam ten stary Sztil. Gdy miałyśmy 4 zastępy a nasza drużyna była najlepszą w Hufcu. Pamiętam projekt „Uśmiech się!” gdy chodziłyśmy śmiesznie poubierane i rozśmieszałyśmy ludzi na ulicach, lub gdy bawiłyśmy się z dziećmi z Domu Dziecka i do końca świata będę mieć przed oczami najbardziej szczery uśmiech na świecie. Pamiętam nasz Dagor. I chociaż dla nich to zamierzchła historia – dla mnie to ledwie miniona chwila. Byłyśmy najlepsze, potrafiłyśmy razem zrobić wszystko. I w pewnym momencie wszystko pękło jak bańka mydlana. Pamiętam zgrzyt zębów w bezsilnej złości, wciąż czuję ciepłą łzę spływającą po policzku w pewną mroźną grudniową noc, wciąż widzę niemą pretensję i żal w Twoich oczach, gdy nieopatrznie wspomnę o niej. Ale przypomina mi się też, gdy zbiórka trwała od ósmej rano do siedemnastej wieczorem, wciąż czuję chlupot wody w butach, gdy z pewnej zbiórki wracałyśmy w bród rzeczką, razem się śmiałyśmy, razem płakałyśmy – to były nasze najcudowniejsze chwile.
Gdyby ktoś kiedyś pokusił się o to, ile dziewczyn przewinęło się przez Sztil, choćby na jedną zbiórkę to myślę, że spokojnie liczba oscylowałaby w okolicach siedemdziesięciu osób. Do tej pory Magda, gdy ma gorszy dzień w stosunku do nas i wyładowuje się na Elfie czy na mnie i Wojtku mówi, że za jej czasów Sztil miał 40 osób i nie miała z tym problemów. Kłopotem był raczej fakt, że każda chciała być zastępową. Ale teraz, nie wierzę w to. Chociaż Wanbli skutecznie udowadnia mi, że w obecnych czasach, gdy pokolenie Facebooka jest w naszych rękach, wciąż można mieć czterdzieści osób w drużynie, jak za starych, dobrych czasów i dobrze się z nimi bawić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz