niedziela, 25 marca 2012

Nadal

To... Zabawne.
Po raz pierwszy od bardzo dawna, czuję, że się boję. Czuję jak strach pulsuje mi w żyłach, powoli wnikając w moje ciało na stałe. Głęboki, ciemny.
Stało się. M., będziesz drużynową. Ja... Nie wiem co o tym myśleć. Wiem, że się boję. Wiem, że nie zasługuję na to. Wiem, że nie dorastam Madzi czy Elfowi do pięt.

Ale jednocześnie zadziwia mnie moja reakcja na to gdy ktoś o tym wspomina. Reaguję źle. Myślę, że to może ją boleć. A tak naprawdę... Nie chcę tak reagować. "Zielony sznur do czegoś zobowiązuje" faktycznie, zobowiązuje. Ale co jeśli przez cały mój czas bycia przyboczną, żyłam w świadomości, że to Wojtek zmieni Elfa, to...? Nikt mnie nie przygotowywał. Nikt mi nie mówił jak się zachowywać, co robić, jak reagować. Bo tak naprawdę to co mi dał Kurs Przewodnikowski? Poza tym, że mogę otworzyć pwd.? No w sumie, nie mogę. Warunkiem jest posiadanie samarytanki, której nie mam. Ale kończę. Obiecuję. Zrobię przed wakacjami. Muszę, chcę. Elficka będzie po maturach będzie lżej.

Mam tyle pytań, tyle rzeczy do powiedzenia... A wciąż nie potrafię z nią rozmawiać o ważniejszych rzeczach... Chciałabym umieć jej podziękować. Chciałabym umieć powiedzieć Ci wprost, że się boję, że jest mi źle, że jestem zła. Chciałabym przyjść niespodziewanie i po prostu, najzwyczajniej w świecie pogadać.

Chcę by to trwało. Ten błogi stan, gdy sama nie wiem czego chcę, co powinnam zrobić, gdy niezdecydowanie bierze górę. Akurat teraz, w tym momencie. Ten stan mógłby trwać. Nie jest dobrze, ale nie jest źle. Jest pomiędzy, kompletna równowaga. Poza tym cholernym strachem. Tak mogłoby być...

Powiedziałam sobie dziś parę razy, że jestem M. i jestem przyboczną w Sztilu. A potem, że będę drużynową.. To zabrzmiało tak fałszywie... Nie wierzę, nie rozumiem, boję się.

W tym tygodniu są Twoje urodziny... Przepraszam za prezent, mam nadzieję, że Ci się spodoba. Przecież... Obiecałam Ci go. Niestety nie w tym kolorze co trzeba no ale... Musimy coś wymyślić. Albo inaczej, ja chcę. Nie wiem czy one też chcą jakiś performance zrobić. Mam nadzieję, a jeśli nie, jestem wyższa funkcją, no nie? :D Stanęła mi przed oczami scena, gdy postawiłam Ziutę na baczność... Never again, I hope so. 

Uciec, daleko, nie wiadomo dokąd. Byle jak najdalej. Chciałabym. Może już niekoniecznie do Norwegii, chociaż nie pogardziłabym. Odpocząć... Uciec przed tym tygodniem, szkołą... I wrócić.

Boję się... 
Pieprzyć maturę, wróć.

niedziela, 18 marca 2012

Lepiej?

Znowu.
Znowu jestem sama w domu. Znowu się boję, znowu mam doła, znowu chcę rzygać, znowu chcę uciekać, znowu chcę krzyczeć, znowu chcę Ci coś powiedzieć.
Znowu.
Znowu tego nie zrobię. TCHÓRZ! Głupia, gruba, debilna M. Masz się uczyć, masz robić stopień, masz posprzątać, masz pamiętać. Masz się nie bać, masz być spokojna, masz być poważna, masz tego nie robić.
Czy to dobrze? Nie wiem, nie mam pojęcia. Ale denerwuje mnie to. JAK MNIE TO DENERWUJE! ROZUMIESZ? NIE, BO PO CO!
Przyjdź, proszę. Zainteresuj się. Zrób cokolwiek ale przestań mnie ignorować. Nie piszesz, nie odzywasz się, nie pytasz "Jak było?" chociaż zawsze pytałaś. Czemu? Dlaczego? Potrzebuję Cię, nie rozumiesz? Na cholerę piszesz, że nam ufasz? Po co to?
I jeszcze ta rozmowa z Wojtkiem... Czy ja... Skoro ona ma być drużynową zuchów... To ja...?
"Oddam drużynę, dopiero gdy będziecie mieć w pełni skończone kursy" - No właśnie. Nie zanosi się na to. Może to i lepiej? Arr! Obiecałam sobie, że nie będę o tym myśleć. Do cholery, czemu? Za dużo, boję się, za bardzo się boję. Ona tego nie rozumie. Obydwie tego nie rozumieją. A obydwie się boimy. Ona chyba bardziej niż ja, to takie straszne. Żadna z nas nie potrafi przemóc w sobie tego strachu. To dobrze. Są lepsze ode mnie. Dużo lepsze.
Najgorsze jest to, że ja się nie zmieniłam. Zmienił się sznur a one kompletnie inaczej mnie postrzegają. I mają coś dziwnego w oczach gdy do mnie mówią. No i to podpisywanie punktów. Czuję się jakbym pozbawiała czegoś Elfa. Czuję się głupio, gdy proszą mnie o podpis. To takie... Ech.

Tak, pójdę sobie gdzieś w końcu. O, do Norwegii na przykład. Niekoniecznie na piechotę, ale co tam. Autostopem czy czymś tam. Może rowerem? O, dobre, podoba mi się. Zobaczycie, jeszcze tam pojadę i miny Wam zrzedną. Będę mieszkała w małym drewnianym domku ze strychem i kominkiem. Na jakimś fjordzie czy czymś. Zobaczycie będę miała swoją żaglówkę. Będę pływać, łowić ryby i grać na gitarze. Będę czytać książki, całe dnie, noce, będę słuchała muzyki i rozmawiała ze sobą. A potem wypłynę w rejs, daleko i długo. Wrócę po wielu latach do Polski z niczym. Chociaż nie, z pięknymi wspomnieniami. Do tego czasu wszyscy zdążą ułożyć sobie życie. "A ja? Co ja? Co będzie ze mną?" Tak mogłoby być, czemu nie?
Ale... Nie brakowałoby mi Sztilu? Nie szukałabym każdej z nich w śpiewie wiatru, szumie morza?

Szukałabym Ciebie.
Zawsze szukałam.

Czemu im to mówiłam? Czemu opowiadam im historię własnego życia? Czemu opowiadam szarakom, że było ciężko? Czemu opowiadam im Dagor? Czemu opowiadam im Elfa? Nie ma Wojtka by mnie powstrzymać? A one mają dość, a ja wciąż gadam. Maszyna, wystrzeliwuję z siebie litery, słowa, zdania jak karabin maszynowy.

Mam dość, znowu. Ale nie oddam. Zabierz mi go, ale nie oddam.


Pieprzyć maturę, wróć.

niedziela, 11 marca 2012

Wielkie halo i po halo.

No cóż... W tym tygodniu mam nawalone sprawdzianów, nie żeby coś ale powinnam się uczyć. Ale po co?
Ech, i jeszcze ta wywiadówka... Może... Hm. Muszę coś wymyślić, czemu człowiek może dostać 2 z biologii a rodzic nagle się o tym dowiaduje?
Zawaliłam, znowu, po raz kolejny. Bo po co dawać osobie barwowanej plakietkę?
Poza tym... Przecież można olewać zajęcia swojej drużynowej, olewać wszystko.
Olać całą nockę, zapomnieć o masie rzeczy.

Uprałam mundur. Tak, dalej mam szynę. To było ciekawe doświadczenie.
Cholera, jak ta ręka boli! Arr! Denerwuje mnie to.

Czemu ludziom przychodzą do głowy takie myśli?
Spakowałam sznur, chustę, suwak, krzyż, miałam ochotę dorzucić do środka list i wysłać jej.
Po co mi to? Skoro kolejny raz zawodzę? Skoro znowu zawalam? Po co to, można się przecież nie kompromitować, no nie? Źle mi z tym. Jestem zła na siebie. Jak zawsze, zresztą. Ale może teraz trochę bardziej? Nie wiem, nie wiem co mam myśleć, co mówić. Jestem zła. Znowu piszę o bzdurach zamiast się uczyć lub chociażby robić COKOLWIEK na stopień no i ruszyć tę kartę ogniskową...
Wezmę się za to teraz. Mam nadzieję.

Przepraszam, Elfie.

piątek, 2 marca 2012

Oto i ja.

Przepraszam Cię, Elfie.
Zawsze, wszędzie, wciąż. Przepraszam, że zawalam, że wciąż nie mam pomysłów, że wciąż się na nas denerwujesz, że znowu Ty wymyślasz zbiórkę czy nockę bo my nie umiemy. Tfu, Wojciech umie.
Nie jestem zazdrosna, choć tak to może wyglądać.
Nie, jestem smutna, czasem zła. Ale nigdy na Ciebie, pamiętaj. Nie potrafiłabym, nie ośmieliłabym się.
Czasem... Chciałabym mieć z Tobą taki kontakt jaki masz np. z Wojtkiem. Ten luz pomiędzy Wami, to jest piękne, to jest fajne. Braterskie dusze, potraficie wciągać ludzi, dziewczyny poszłyby z Wami na koniec świata i jeden krok dalej.
Kim jestem? Piszę to trzymając w jednej dłoni "mój" sznur, w drugiej naszą chustę. Zastanawiam się. Przecież harcerstwo jest tym, co kocham, co jest moje. Ale czy wciąż ono kocha mnie? Albo inaczej. Czy ja zasługuję na to by być przyboczną? Czy kiedykolwiek zasługiwałam? Jestem NIKIM! Chcę krzyczeć, skakać, wrzeszczeć!
Ale nie zrobię tego. Nie zrobię bo jestem M. Ja duszę w sobie wszystko bo nie mogę okazać złości czy strachu, bólu. Okażę radość, czasem. Ale za to przyglądam się ludziom. Lubię, polecam - Żanetka Leta. Uspokaja, zastanawia, rozbawia.
Wracając do Elfa. Chciałabym widzieć uśmiech na jej twarzy. Ale boję się, że jutro nie nastąpi. Tak będzie, czuję to. Będzie mało dziewczyn, a zbiórka mało ciekawa. Ponadto pewnie nikt nie przyjdzie z mojej strony sieci bo po co? Ktoś nie podał dalej, jestem zła, nie mogę się do nikogo dodzwonić. Ale to nic. Nieważne, minęło.
Elfie, co widziałaś we mnie takiego? A może nic nie widziałaś i po prostu zrobiłaś to z żałości? "Żeby nie było?"
I... To najważniejsze...


Czy żałujesz?


"Zanotuj, że
Byłam
Jestem
Będę"