piątek, 20 lipca 2012

Zimno

Boli mnie brzuch. Boli mnie głowa. Jest mi zimno. Dłonie się trzęsą a ja nie potrafię nic z tym zrobić. Jedyne, na co w tej chwili mam ochotę to zasnąć. Ale nie potrafię. Bezsenność coraz bardziej mi dokucza. Po 2 godziny dziennie. I te myśli, kłębiące się, wciąż irytujące. Nie dają o sobie zapomnieć.

Elfie, tak jestem na Ciebie zła. Czy ta wolność przed maturalna od TWOJEJ drużyny, rzeczywiście sprawiła Ci taką frajdę? Chciałabym wierzyć, że nie. Ale nie potrafię. I to silniejsze ode mnie. Odpowiedz wprost. Czy masz już dosyć? W sumie... Nie zdziwiłabym się. Te 3 miesiące były w pewnym sensie piękne ale cholernie męczące... A Ty miałaś to codziennie. Przez 2 lata. Zrozum, my też jesteśmy zmęczone. Poza tym, to już nie chodzi o nas ale o dziewczyny. One potrzebują drużynowej i choćbyśmy nie wiadomo co robiły, nie jesteśmy Tobą i nie potrafimy tego zmienić. Proszę, wróć. Dla nich, dla Sztilu, dla Wojtka, dla mnie...

Tak było. Było źle, po prostu. Teraz, za parę dni jest obóz. Chciałabym wierzyć, że będzie dobrze. Że obóz wyjdzie pięknie, że Ty znów wczujesz się w Sztil... Chciałabym, żebyś nie zapomniała o nas w przyszłym roku, bo nie damy rady... Po prostu. I need you.

Jest już po obozie... Jednym z najbardziej wyczerpujących obozów, na jakich byłam. Nie, fizycznie było w porządku, chociaż zdarzały się chwile słabości. Nie, o wiele ciężej było psychicznie.
Wyjątkowo cieszę się, że dziewczyny nie miały problemów z Elfem.  Że zaakceptowały fakt, że matura a potem jakoś przeżyły kwestię jej nieobecności. Bałam się, naprawdę się bałam, że w pewnym momencie wyjdzie tak jak z Natalią. Dzięki Bogu, tak nie było a Elfowi zostały wybaczone wszystkie winy wręcz z nawiązką. Mój Boże, jak one ją kochają! Czasem aż nie mieści mi się w głowie, chociaż z drugiej strony doskonale je rozumiem. Bo w sumie jak jej nie kochać?
Ale to nie Elf jest głównym przedmiotem mojego zmęczenia. Chociaż może czasem, kwestie ogarnięcia czy jej samej ze swoim poczuciem wartości (a raczej jego brakiem), dawały się we znaki. Chodzi raczej o osoby, którym wierzyłam, które stawiałam sobie za wzór instruktora. Gdy myślałam o tym, jaka będę za parę lat, to chciałam być taka jak oni. Świetni instruktorzy, pomimo swoich wad prowadzą szczep, drużyny a w międzyczasie studiują lub zdają matury na przyzwoitym poziomie.
Piękne pozory. Udawało im się wszystko chować w tajemnicy do czasu... Od kiedy to kadra upija się nocami razem z odpowiedzialnymi za bazę? Od kiedy to większość żeńskiej kadry obozu wdaje się w szalone romanse z chłopakami z bazy? Mój Boże... Załamałam się nimi totalnie. Mam odruch wymiotny na ich widok. Mogliby zachować resztki godności, gdyby nie robili tego wszystkiego tak... na pokaz.
Obiecałam. Obiecałam sobie, obiecałyśmy razem, że jeśli w naszym przypadku dojdzie do czegoś takiego, to zachowamy na tyle resztki honoru czy godności by odejść. Bo co z tego, że w Hufcu wyglądają na doskonałych instruktorów? Co z tego, że Wataha jest obecnie najlepszą drużyną wędrowniczą? Co z tego, że szczep Bukowina jest naprawdę licznym szczepem? Co z tego skoro to tylko pozory, dla osób z zewnątrz.

Zabawna jest kwestia tego, że bawią się tym. Nawet nie zdają sobie sprawy z tego jak żałośnie wyglądają. Nieudane imitacje harcerzy, instruktorów, ludzi, których kiedyś stawiałam na piedestale. Pocieszający jest fakt, że Ona nie jest aż tak mocno w to wplątana jak inni.
A może mi się tak tylko wydaje? 

Minęły 2 miesiące.  Wciąż boli mnie brzuch, kręci się w głowie i jest mi ciągle zimno. Śpię więcej ale to wcale nie poprawia mojego stanu. Nie wiem co się dzieje.

Boję się nadchodzącego roku. Boję się, że nas zostawisz a my... Po prostu rozpadniemy się. Zresztą, jakie "my"? Nie zdziwię się, jeśli ona też będzie miała mnie dosyć i da sobie spokój. Boję się, że w pewnym momencie rozwiązanie drużyny będzie najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich. A przecież jak ja mogę żyć bez Sztilu? Nie potrafię, po prostu. To takie żałosne.

Do not leave us.
Do not leave me.

Please. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz