sobota, 3 listopada 2012

Bywa

Co ja tak właściwie robię? Kim jestem? Jak mnie widzą? Czego ode mnie oczekują? Czego ci wszyscy ludzie, do cholery ode mnie chcą?

Jestem zmęczona, mam dosyć. 

Idąc na zbiórkę czuję podekscytowanie, w myślach układam sobie jak będzie wyglądała. Jak będą pełne energii robić te wszystkie rzeczy, które zaplanowałyśmy... Wracając do domu czuję tylko żal i smutek. Kolejna beznadziejna zbiórka, kolejny raz nic ciekawego nie było. Po raz kolejny zawaliłam. 
Dziwię się, że przychodzą. Ale z drugiej strony, ze zbiórki na zbiórkę jest ich mniej. Martwi mnie to, bo przecież chciałabym, żeby było nas więcej. Chciałabym Ci pokazać, że jestem warta zaufania, że nie robisz błędu chcąc oddać mi drużynę. A tym czasem... Jest gorzej, coraz gorzej. 

Więc.. To ze mną jest coś nie tak. Nie nadaję się, ot co. Cokolwiek, za co się nie zabiorę, rozpada się szybciej niż powiem 'osa'. Akcja Pamięci? Wątpię, by ktokolwiek trafił do grobu, którego miał szukać. Zbiórki? Jest nas coraz mniej, zastępy nie działają, a ja wmawiam sobie, że to tylko przejściowe problemy. Relacje międzyludzkie? Jakie relacje? Karolina jest obrażona, Wojtek najwyraźniej też, bo nie odzywa się, nie odbiera... A Elf? Jest sztucznie, beznadziejnie. Aneta? Nie mam z nią kontaktu.
Chciałabym, żeby wszystko było tak proste jak na początku. O wiele mniej zobowiązań, zero odpowiedzialności za drużynę. Po prostu chodzę na zbiórki, nic więcej. Chciałabym do tego wrócić, żeby było tak jak dawniej. Stary dobry Dagor, Łysa z mnóstwem pomysłów, Kikut z wszędobylskim aparatem.

Boli, wszystko mnie boli. Słowa, gesty, ciało. 

Co mam robić powiedz?
Koniec zbliża się tak nieubłagalnie szybko, mam tak mało czasu, a marnuję go na jakieś pieprzone duperele. Jutro, pojutrze, za tydzień, miesiąc może mnie tu nie być. Co wtedy?

Pieprzony guz.

wtorek, 9 października 2012

Teraz już wiem.

Stało się.
Mogę powiedzieć, że się spodziewałam?
Że doskonale wiedziałam przed wynikami?
Nie. 

Cholerna nadzieja mówiła 'To z pewnością jakaś drobnostka, poczekaj chwilę i świat znów będzie kolorowy'. Dupa. Rok, może dwa. W pięknej perspektywie, trzy? Wątpię ale byłoby miło, nieprawdaż?
Teraz, chcę skupić się na tym co najważniejsze. Nie chcę by zauważyli, by podejrzewali, użalali się, nie. Jak najdłużej trzymać ich z dala od tego, nie chcę ich martwić. Podstawowe pytanie brzmi: Czy w ogóle by się tym przejęli? A może nie? Przeszliby bokiem, nie zauważyli, mieliby to w dupie. Nie wiem...
Wiem jedno. Będę robić to, co do tej pory. Próbować się uczyć, poświęcać się dla Sztilu i jeść. O tak, jeść w szczególności zanim... Chcę rozpisać HO i pwd. Chcę spróbować choć w części je zrobić, dopóki będę miała siły. Zrobię to właśnie dla nich, bo chcę im pokazać, że wystarczy tylko chcieć, że... nie ważne kim jesteś, wystarczy... Zrobić krok, wyjść za próg a świat, marzenia, wszystko czeka tylko na realizację, nic więcej.

Chciałabym zdążyć dać im wszystko to, co sama umiem, chciałabym pokazać im świat, chciałabym zdążyć być z nimi, póki... Póki mam jeszcze siły. Choć nie wiem sama na jak długo wystarczą. Wiem, że chcę być z nimi. Patrzeć jak się śmieją, przeżywać ich sukcesy i porażki, śmiać i płakać razem z nimi. Po prostu być.
 Chciałabym po prostu być...

Wyjechali, wyjechali wszyscy. Jest dziwnie. A ona?
Nagle przypomniała sobie, że jest drużynową, zaczęła się interesować. Denerwuje mnie to, czemu miałoby nie denerwować? Skoro olewasz sprawę to skąd nagle wzięło Ci się na przykładanie się do niej? Czy to dlatego, że oddaje drużynę? A może po prostu zawsze się starała a to my ją 'blokowałyśmy'? Nie wiem... Chciałabym, żeby mimo wszystko to było to drugie...

Boję się... Nie tak jak wtedy, gdy dowiedziałam się, że mam być drużynową... Inaczej, to kompletnie inny rodzaj strachu...

Dzień dobry, mam guza mózgu.

piątek, 31 sierpnia 2012

Make your best and do it with love.
Just be with them and do everything what can make they smile.
Always remember about self-improvement and make they happy.

Próbuję to sobie ułożyć w głowie ale... Jak to, mam sama podejmować decyzje? Nagle nie ma nikogo poza Nią, kto jest ze mną i chce mi pomóc.
Studia, studia więc mam was gdzieś, róbcie co chcecie.
A ona kompletnie nie rozumie, że teraz, właśnie TERAZ najbardziej będzie potrzebne mi jej wsparcie jak nigdy. Potrzebuję 'pleców' potrzebuję kogoś kto pomógłby mi z tym całym cholerstwem bo ja po prostu nie daję rady.

Make your best and do it with love.
Always.

wtorek, 14 sierpnia 2012

Kolejny raz

Chciałabym powiedzieć, że złapałam kontakt z Elfem. Chciałabym powiedzieć, że się dobrze dogadujemy. Ale nie mogę. Znów czuję, że zamyka się w swoim kokonie "Jestem złą drużynową" i przestaje walczyć o siebie. Choćby jak wtedy, na podsumowaniu obozu, gdy Magda zarzuciła Ci, że zbyt mało czasu poświęcasz Sztilowi, nawet nie zaprotestowałaś, nie widziałam choćby cienia sprzeciwu. Zdenerwowałaś mnie tym, nawet nie wiesz jak bardzo. Zawalasz nie przez to, że jesteś leniwa, zawalasz bo boisz się zawalczyć o siebie, swoje marzenia, o swoje cele. Ale z drugiej strony... Kim ja jestem, żeby Ciebie pouczać jak masz żyć, co robić?

Nie mam siły teraz, skąd mam wziąć siłę na wrzesień? A na październik? A skąd na resztę dni? Nie mam pojęcia, wiem jedynie, że będzie cholernie ciężko. W dodatku szkoła... Karolina przypomina, że w tym roku zaczynają się próbne matury... A przecież to właśnie 2-gi rok w liceum jest zawsze najgorszy pod względem nauki. Staram się o tym nie myśleć.

  Nigdy nie sądziłam, że coś takiego przytrafi się mnie. Nigdy nie sądziłam, że będę mogła uczestniczyć w czymś tak niesamowitym i wspaniałym. Jestem z nimi już czwarty rok i wierzcie mi na słowo, wciąż nie mam dość. Mało tego, wciąż mam apetyt na jeszcze więcej! Chcę zobaczyć co z nich wyjdzie, kim będą za rok, za dwa. Wiem, że to dla nich brzmi śmiesznie, po co myśleć o tak odległych rzeczach? To tak wiele czasu, tak daleko i odlegle w czasie. Spokojnie, dla mnie brzmiało to identycznie. Dziś stoję obok nich, jako przyboczna i zastanawiam się, jak to wszystko będzie wyglądać? Chciałabym tylko (o ironio, jakie to egoistyczne!), żeby dobrze się bawiły podczas moich rządów. Żeby mogły kiedyś dobrze mogły mnie wspominać, żeby nie zapomniały tak, jak po części zapomniałyśmy o Magdzie. Chciałabym móc powiedzieć, że na pewno będą świetnymi zastępowymi, przybocznymi a może i nawet drużynowymi. Ale nie mogę, zbyt wiele tak idealnych kandydatek już widziałam, zbyt wiele zrezygnowało.

Pamiętam ten stary Sztil. Gdy miałyśmy 4 zastępy a nasza drużyna była najlepszą w Hufcu. Pamiętam projekt „Uśmiech się!” gdy chodziłyśmy śmiesznie poubierane i rozśmieszałyśmy ludzi na ulicach, lub gdy bawiłyśmy się z dziećmi z Domu Dziecka i do końca świata będę mieć przed oczami najbardziej szczery uśmiech na świecie. Pamiętam nasz Dagor. I chociaż dla nich to zamierzchła historia – dla mnie to ledwie miniona chwila. Byłyśmy najlepsze, potrafiłyśmy razem zrobić wszystko.  I w pewnym momencie wszystko pękło jak bańka mydlana. Pamiętam zgrzyt zębów w bezsilnej złości, wciąż czuję ciepłą łzę spływającą po policzku w pewną mroźną grudniową noc, wciąż widzę niemą pretensję i żal w Twoich oczach, gdy nieopatrznie wspomnę o niej. Ale przypomina mi się też, gdy zbiórka trwała od ósmej rano do siedemnastej wieczorem, wciąż czuję chlupot wody w butach, gdy z pewnej zbiórki wracałyśmy w bród rzeczką, razem się śmiałyśmy, razem płakałyśmy – to były nasze najcudowniejsze chwile.

Gdyby ktoś kiedyś pokusił się o to, ile dziewczyn przewinęło się przez Sztil, choćby na jedną zbiórkę to myślę, że spokojnie liczba oscylowałaby w okolicach siedemdziesięciu osób. Do tej pory Magda, gdy ma gorszy dzień w stosunku do nas i wyładowuje się na Elfie czy na mnie i Wojtku mówi, że za jej czasów Sztil miał 40 osób i nie miała z tym problemów. Kłopotem był raczej fakt, że każda chciała być zastępową. Ale teraz, nie wierzę w to. Chociaż Wanbli skutecznie udowadnia mi, że w obecnych czasach, gdy pokolenie Facebooka jest w naszych rękach, wciąż można mieć czterdzieści osób w drużynie, jak za starych, dobrych czasów i dobrze się z nimi bawić.

piątek, 20 lipca 2012

Zimno

Boli mnie brzuch. Boli mnie głowa. Jest mi zimno. Dłonie się trzęsą a ja nie potrafię nic z tym zrobić. Jedyne, na co w tej chwili mam ochotę to zasnąć. Ale nie potrafię. Bezsenność coraz bardziej mi dokucza. Po 2 godziny dziennie. I te myśli, kłębiące się, wciąż irytujące. Nie dają o sobie zapomnieć.

Elfie, tak jestem na Ciebie zła. Czy ta wolność przed maturalna od TWOJEJ drużyny, rzeczywiście sprawiła Ci taką frajdę? Chciałabym wierzyć, że nie. Ale nie potrafię. I to silniejsze ode mnie. Odpowiedz wprost. Czy masz już dosyć? W sumie... Nie zdziwiłabym się. Te 3 miesiące były w pewnym sensie piękne ale cholernie męczące... A Ty miałaś to codziennie. Przez 2 lata. Zrozum, my też jesteśmy zmęczone. Poza tym, to już nie chodzi o nas ale o dziewczyny. One potrzebują drużynowej i choćbyśmy nie wiadomo co robiły, nie jesteśmy Tobą i nie potrafimy tego zmienić. Proszę, wróć. Dla nich, dla Sztilu, dla Wojtka, dla mnie...

Tak było. Było źle, po prostu. Teraz, za parę dni jest obóz. Chciałabym wierzyć, że będzie dobrze. Że obóz wyjdzie pięknie, że Ty znów wczujesz się w Sztil... Chciałabym, żebyś nie zapomniała o nas w przyszłym roku, bo nie damy rady... Po prostu. I need you.

Jest już po obozie... Jednym z najbardziej wyczerpujących obozów, na jakich byłam. Nie, fizycznie było w porządku, chociaż zdarzały się chwile słabości. Nie, o wiele ciężej było psychicznie.
Wyjątkowo cieszę się, że dziewczyny nie miały problemów z Elfem.  Że zaakceptowały fakt, że matura a potem jakoś przeżyły kwestię jej nieobecności. Bałam się, naprawdę się bałam, że w pewnym momencie wyjdzie tak jak z Natalią. Dzięki Bogu, tak nie było a Elfowi zostały wybaczone wszystkie winy wręcz z nawiązką. Mój Boże, jak one ją kochają! Czasem aż nie mieści mi się w głowie, chociaż z drugiej strony doskonale je rozumiem. Bo w sumie jak jej nie kochać?
Ale to nie Elf jest głównym przedmiotem mojego zmęczenia. Chociaż może czasem, kwestie ogarnięcia czy jej samej ze swoim poczuciem wartości (a raczej jego brakiem), dawały się we znaki. Chodzi raczej o osoby, którym wierzyłam, które stawiałam sobie za wzór instruktora. Gdy myślałam o tym, jaka będę za parę lat, to chciałam być taka jak oni. Świetni instruktorzy, pomimo swoich wad prowadzą szczep, drużyny a w międzyczasie studiują lub zdają matury na przyzwoitym poziomie.
Piękne pozory. Udawało im się wszystko chować w tajemnicy do czasu... Od kiedy to kadra upija się nocami razem z odpowiedzialnymi za bazę? Od kiedy to większość żeńskiej kadry obozu wdaje się w szalone romanse z chłopakami z bazy? Mój Boże... Załamałam się nimi totalnie. Mam odruch wymiotny na ich widok. Mogliby zachować resztki godności, gdyby nie robili tego wszystkiego tak... na pokaz.
Obiecałam. Obiecałam sobie, obiecałyśmy razem, że jeśli w naszym przypadku dojdzie do czegoś takiego, to zachowamy na tyle resztki honoru czy godności by odejść. Bo co z tego, że w Hufcu wyglądają na doskonałych instruktorów? Co z tego, że Wataha jest obecnie najlepszą drużyną wędrowniczą? Co z tego, że szczep Bukowina jest naprawdę licznym szczepem? Co z tego skoro to tylko pozory, dla osób z zewnątrz.

Zabawna jest kwestia tego, że bawią się tym. Nawet nie zdają sobie sprawy z tego jak żałośnie wyglądają. Nieudane imitacje harcerzy, instruktorów, ludzi, których kiedyś stawiałam na piedestale. Pocieszający jest fakt, że Ona nie jest aż tak mocno w to wplątana jak inni.
A może mi się tak tylko wydaje? 

Minęły 2 miesiące.  Wciąż boli mnie brzuch, kręci się w głowie i jest mi ciągle zimno. Śpię więcej ale to wcale nie poprawia mojego stanu. Nie wiem co się dzieje.

Boję się nadchodzącego roku. Boję się, że nas zostawisz a my... Po prostu rozpadniemy się. Zresztą, jakie "my"? Nie zdziwię się, jeśli ona też będzie miała mnie dosyć i da sobie spokój. Boję się, że w pewnym momencie rozwiązanie drużyny będzie najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich. A przecież jak ja mogę żyć bez Sztilu? Nie potrafię, po prostu. To takie żałosne.

Do not leave us.
Do not leave me.

Please. 

czwartek, 10 maja 2012

Znów

Przepraszam Cię za siebie... Za moje niedociągnięcia, niepotrzebne słowa.
Przepraszam za moje nieogarnięcie. Wiedz po prostu... Że już rozumiem... Rozumiem jak się czułaś, gdy to my zawalałyśmy. Gdy byłyśmy na zbiórkach, ale nie przy Tobie... Zanim Ona ustawiła nas do pionu twierdząc: 'Albo teraz porozmawiacie, pokrzyczycie, popłaczecie i się dogadacie albo rozwiązuję drużynę bo mam do tego prawo'. Stwierdzenie, że to nam coś dało, nie oddaje nawet części tego, co tak naprawdę się stało...

Jestem zmęczona. Zmęczona Twoją nieobecnością. Wiesz jak Cię brakuje? Jak to straszliwie widać? Brakuje tego naturalnego przywódcy. Kogoś, kto jest naturalnym 'samcem alfa'. Chodź w tym przypadku to raczej samicą... Wiesz jak Cię brakuje z nami na zbiórkach? Mi Ciebie brakuje. Twojej obecności, spokoju w głosie. Łudzę się, że jesteś z nami... Że stoisz za mną, kładziesz mi rękę na ramieniu i mówisz 'Spokojnie, jest dobrze'.

Jednocześnie czuję jak bardzo nie nadaję się na tę funkcję. Jak marną imitacją przybocznej jestem... I jeśli masz wobec mnie jakieś zamiary... Nie wiem jakie, ale... Przemyśl to dobrze... Proszę.. Nie rób głupot. Wiesz to Ty, wiem to ja, że lepszą drużynową będzie Wojtek. Więc proszę Cię. Nie oddawaj drużyny teraz. Prowadź ją, nas. I za rok Wojtek będzie miała ten cały idiotyczny kurs i wtedy przejmie Sztil. Wierzę w to. To jedyne o co proszę... Poczekaj jeszcze rok. Zrobi ten kurs, bądź co bądź ważny i zostanie drużynową... Po prostu... Daj jej czas.

A ja... Jestem zmęczona. I mam takie niejasne, głupie wrażenie, że ten czas... Teraz gdy Cię nie ma... To jakby moje 'drużynowanie'. Swoją drogą, permanentnie zawalone. Te 3 miesiące wykończyły mnie doszczętnie. Jestem zmęczona. Cholernie zmęczona. Byciem zawsze, wszędzie. Martwieniem się czy przyjdą, czy wezmą wszystko co trzeba... Jestem zmęczona. I coraz częściej się zastanawiam... Po co mi to? Myślę żeby odejść... Coraz gorzej radzę sobie w szkole, odkąd 'awansowałam'. Czy to normalne?

Kręci mi się w głowie, trzęsą mi się dłonie...
Boję się.

Czysty strach. Widzę jak mężczyzna w lateksowych rękawiczkach wyciąga ampułkę ze srebrnym, lekko skrzącym się płynem. Wbija igłę, napełnia strzykawkę... Podchodzi do mnie... Próbuję uciekać, szarpię, krzyczę, gryzę. Chcę się uwolnić, uciekać. Ale...nie. Sznury dobrze trzymają i wiedzą w jakich miejscach wbijać się w ciało. Mężczyzna w końcu łapie mnie za rękę, wbija igłę i... Czuję to. To 'coś'. Pełznie po żyłach, coraz głębiej, mocniej, intensywniej. I nagle... Cisza. Słyszę tylko szybkie uderzenia mojego serca... I ten strach... Czysty, mocny, zwierzęcy wręcz strach...

Bezsenność poszukuje samotności.
Samotność poszukuje ciemności.

piątek, 4 maja 2012

Bywa

Cześć, jestem M. i jestem przyboczną w 28 EŻDSH Sztil im. Emilii Plater.
Cześć, jestem M. i jestem zmęczona swoją drużyną. To dziwne... Zawsze było mi o wiele lepiej, gdy byłam z nimi... Ale teraz... Jestem po prostu zmęczona. Zmęczona byciem zawsze i wszędzie.  Tak, wiem. To brzmi nieprawdopodobnie. Przecież... Zawsze czułam się świetnie w ich towarzystwie. Były moim motorem do działania. Zastanawiam się nad tym... Jestem w lekkim szoku. Nie powiem, że nie. Ale... Coraz częściej wierci mi w głowie taka myśl... Że jestem zmęczona. Zmęczona Sztilem. Byciem ciągle i zawsze. Myśleniem co, jak, kiedy. Wiem, taka moja rola. Taka rola przybocznej. Człowiek od brudnej roboty, tak mówią. Ale... Czy nie mogę być zmęczona? W tej chwili pomyślałam o Wojtku. Ona dopiero musi mieć ciężko. Zuchy, gdzie większość robi sama i jeszcze Sztil...
Nie porównywalnie ciężej. Zapewne. Jestem zmęczona nieobecnością Elfa. Takie zdanie pojawiło mi się w głowie. Przed chwilą, sekundą wręcz. To... Dziwne. Czuję się z tym dziwnie... A może i trochę źle? Nie wiem.
Chciałabym, żeby było już po maturach. Żeby wróciła, była z nami na zbiórkach... Dzisiaj piszą polski. Martwię się trochę o nią, Anetę, Krzysia czy Łysego... Ale wiem, że sobie poradzą. Na pewno, muszą, przecież to w gruncie rzeczy, mądrzy ludzie.
Jestem zmęczona byciem zawsze, wszędzie i ciągle. Ale jestem przyboczną. Taka moja rola. Chociaż nie, nie wiedziałam na co się piszę. I co ja mam jej teraz powiedzieć? Przepraszam, po ostatniej Twojej maturze ja robię sobie wolne? I to dlaczego? Bo mam dosyć? O nie nie nie. Nie ma to tamto. Swoje obowiązki trzeba wypełniać, czyż nie?

Byle do 16-tego...

niedziela, 1 kwietnia 2012

W sumie

W sumie jest jeszcze dość wcześnie. Mój mózg nie do końca potrafi przestawić się na inną godzinę więc dla mnie jest po 23.
Dzisiaj jest dzisiaj. Wielki dzień. Chyba się denerwuję. I martwię trochę. Ech, boję się, cholernie się boję Twojej reakcji. Wiem, że dziś byłaś zła. Bo pewnie chciałaś być z nami... Ale.. Mam nadzieję, że zrozumiesz... Jeśli nie, cóż... Zasłużyłam, przyjmuję to z podniesioną głową. Właśnie wysłałam Ci sms'a. Pamiętam jak w tamtym roku, odpisałaś jakieś niezrozumiałe słowa... Razem się potem z tego śmiałyśmy, pamiętasz? Pewnie nie...

Ale chciałabym, żebyś pamiętała, że zawsze jestem. I zawsze będę za Tobą murem. A nawet przed Tobą. Taka moja rola, nieprawdaż? Zawsze, ale to zawsze możesz na mnie zwalić to, czego Ty nie możesz zrobić. Bo matura. Ja wiem, staram się zrozumieć, choć to ciężkie. Przyzwyczajam się powoli, że Ciebie nie będzie bo się uczysz. A potem studia i całkowicie Cię nie będzie... To będzie trudniejsze, staram się o tym nie myśleć. Ale to powraca, wciąż i wciąż. Jak taki mały robaczek, drąży mnie od środka. Ale to nie ważne. Ważne tylko to, co tu i teraz.

Dziwne uczucie... Gdy jesteś za kogoś odpowiedzialny. Czujesz, że gdyby cokolwiek się stało, wszystko pójdzie na Ciebie.. Dlatego też wiesz, że musisz się nimi opiekować, że cokolwiek zrobisz musi być dobrze przemyślane. W przeciwnym razie wszystko pójdzie w diabły, zawiodą się i stracisz ich zaufanie. A tego przecież nie chcesz. Chciałabyś żeby ufały Ci, żeby Cię lubiły i kiedyś mogły powiedzieć, że dobrze było Cię znać. Poza tym, zależy Ci na nich, skoro masz być ich drużynową... To oczywiste. Musi.

Och, Elfie. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo Cię brakowało. Choćby na chwilę. Ale nie mogłaś, widziałam żal w Twoich oczach.. To było straszne..

Kocham Cię, tato.

niedziela, 25 marca 2012

Nadal

To... Zabawne.
Po raz pierwszy od bardzo dawna, czuję, że się boję. Czuję jak strach pulsuje mi w żyłach, powoli wnikając w moje ciało na stałe. Głęboki, ciemny.
Stało się. M., będziesz drużynową. Ja... Nie wiem co o tym myśleć. Wiem, że się boję. Wiem, że nie zasługuję na to. Wiem, że nie dorastam Madzi czy Elfowi do pięt.

Ale jednocześnie zadziwia mnie moja reakcja na to gdy ktoś o tym wspomina. Reaguję źle. Myślę, że to może ją boleć. A tak naprawdę... Nie chcę tak reagować. "Zielony sznur do czegoś zobowiązuje" faktycznie, zobowiązuje. Ale co jeśli przez cały mój czas bycia przyboczną, żyłam w świadomości, że to Wojtek zmieni Elfa, to...? Nikt mnie nie przygotowywał. Nikt mi nie mówił jak się zachowywać, co robić, jak reagować. Bo tak naprawdę to co mi dał Kurs Przewodnikowski? Poza tym, że mogę otworzyć pwd.? No w sumie, nie mogę. Warunkiem jest posiadanie samarytanki, której nie mam. Ale kończę. Obiecuję. Zrobię przed wakacjami. Muszę, chcę. Elficka będzie po maturach będzie lżej.

Mam tyle pytań, tyle rzeczy do powiedzenia... A wciąż nie potrafię z nią rozmawiać o ważniejszych rzeczach... Chciałabym umieć jej podziękować. Chciałabym umieć powiedzieć Ci wprost, że się boję, że jest mi źle, że jestem zła. Chciałabym przyjść niespodziewanie i po prostu, najzwyczajniej w świecie pogadać.

Chcę by to trwało. Ten błogi stan, gdy sama nie wiem czego chcę, co powinnam zrobić, gdy niezdecydowanie bierze górę. Akurat teraz, w tym momencie. Ten stan mógłby trwać. Nie jest dobrze, ale nie jest źle. Jest pomiędzy, kompletna równowaga. Poza tym cholernym strachem. Tak mogłoby być...

Powiedziałam sobie dziś parę razy, że jestem M. i jestem przyboczną w Sztilu. A potem, że będę drużynową.. To zabrzmiało tak fałszywie... Nie wierzę, nie rozumiem, boję się.

W tym tygodniu są Twoje urodziny... Przepraszam za prezent, mam nadzieję, że Ci się spodoba. Przecież... Obiecałam Ci go. Niestety nie w tym kolorze co trzeba no ale... Musimy coś wymyślić. Albo inaczej, ja chcę. Nie wiem czy one też chcą jakiś performance zrobić. Mam nadzieję, a jeśli nie, jestem wyższa funkcją, no nie? :D Stanęła mi przed oczami scena, gdy postawiłam Ziutę na baczność... Never again, I hope so. 

Uciec, daleko, nie wiadomo dokąd. Byle jak najdalej. Chciałabym. Może już niekoniecznie do Norwegii, chociaż nie pogardziłabym. Odpocząć... Uciec przed tym tygodniem, szkołą... I wrócić.

Boję się... 
Pieprzyć maturę, wróć.

niedziela, 18 marca 2012

Lepiej?

Znowu.
Znowu jestem sama w domu. Znowu się boję, znowu mam doła, znowu chcę rzygać, znowu chcę uciekać, znowu chcę krzyczeć, znowu chcę Ci coś powiedzieć.
Znowu.
Znowu tego nie zrobię. TCHÓRZ! Głupia, gruba, debilna M. Masz się uczyć, masz robić stopień, masz posprzątać, masz pamiętać. Masz się nie bać, masz być spokojna, masz być poważna, masz tego nie robić.
Czy to dobrze? Nie wiem, nie mam pojęcia. Ale denerwuje mnie to. JAK MNIE TO DENERWUJE! ROZUMIESZ? NIE, BO PO CO!
Przyjdź, proszę. Zainteresuj się. Zrób cokolwiek ale przestań mnie ignorować. Nie piszesz, nie odzywasz się, nie pytasz "Jak było?" chociaż zawsze pytałaś. Czemu? Dlaczego? Potrzebuję Cię, nie rozumiesz? Na cholerę piszesz, że nam ufasz? Po co to?
I jeszcze ta rozmowa z Wojtkiem... Czy ja... Skoro ona ma być drużynową zuchów... To ja...?
"Oddam drużynę, dopiero gdy będziecie mieć w pełni skończone kursy" - No właśnie. Nie zanosi się na to. Może to i lepiej? Arr! Obiecałam sobie, że nie będę o tym myśleć. Do cholery, czemu? Za dużo, boję się, za bardzo się boję. Ona tego nie rozumie. Obydwie tego nie rozumieją. A obydwie się boimy. Ona chyba bardziej niż ja, to takie straszne. Żadna z nas nie potrafi przemóc w sobie tego strachu. To dobrze. Są lepsze ode mnie. Dużo lepsze.
Najgorsze jest to, że ja się nie zmieniłam. Zmienił się sznur a one kompletnie inaczej mnie postrzegają. I mają coś dziwnego w oczach gdy do mnie mówią. No i to podpisywanie punktów. Czuję się jakbym pozbawiała czegoś Elfa. Czuję się głupio, gdy proszą mnie o podpis. To takie... Ech.

Tak, pójdę sobie gdzieś w końcu. O, do Norwegii na przykład. Niekoniecznie na piechotę, ale co tam. Autostopem czy czymś tam. Może rowerem? O, dobre, podoba mi się. Zobaczycie, jeszcze tam pojadę i miny Wam zrzedną. Będę mieszkała w małym drewnianym domku ze strychem i kominkiem. Na jakimś fjordzie czy czymś. Zobaczycie będę miała swoją żaglówkę. Będę pływać, łowić ryby i grać na gitarze. Będę czytać książki, całe dnie, noce, będę słuchała muzyki i rozmawiała ze sobą. A potem wypłynę w rejs, daleko i długo. Wrócę po wielu latach do Polski z niczym. Chociaż nie, z pięknymi wspomnieniami. Do tego czasu wszyscy zdążą ułożyć sobie życie. "A ja? Co ja? Co będzie ze mną?" Tak mogłoby być, czemu nie?
Ale... Nie brakowałoby mi Sztilu? Nie szukałabym każdej z nich w śpiewie wiatru, szumie morza?

Szukałabym Ciebie.
Zawsze szukałam.

Czemu im to mówiłam? Czemu opowiadam im historię własnego życia? Czemu opowiadam szarakom, że było ciężko? Czemu opowiadam im Dagor? Czemu opowiadam im Elfa? Nie ma Wojtka by mnie powstrzymać? A one mają dość, a ja wciąż gadam. Maszyna, wystrzeliwuję z siebie litery, słowa, zdania jak karabin maszynowy.

Mam dość, znowu. Ale nie oddam. Zabierz mi go, ale nie oddam.


Pieprzyć maturę, wróć.

niedziela, 11 marca 2012

Wielkie halo i po halo.

No cóż... W tym tygodniu mam nawalone sprawdzianów, nie żeby coś ale powinnam się uczyć. Ale po co?
Ech, i jeszcze ta wywiadówka... Może... Hm. Muszę coś wymyślić, czemu człowiek może dostać 2 z biologii a rodzic nagle się o tym dowiaduje?
Zawaliłam, znowu, po raz kolejny. Bo po co dawać osobie barwowanej plakietkę?
Poza tym... Przecież można olewać zajęcia swojej drużynowej, olewać wszystko.
Olać całą nockę, zapomnieć o masie rzeczy.

Uprałam mundur. Tak, dalej mam szynę. To było ciekawe doświadczenie.
Cholera, jak ta ręka boli! Arr! Denerwuje mnie to.

Czemu ludziom przychodzą do głowy takie myśli?
Spakowałam sznur, chustę, suwak, krzyż, miałam ochotę dorzucić do środka list i wysłać jej.
Po co mi to? Skoro kolejny raz zawodzę? Skoro znowu zawalam? Po co to, można się przecież nie kompromitować, no nie? Źle mi z tym. Jestem zła na siebie. Jak zawsze, zresztą. Ale może teraz trochę bardziej? Nie wiem, nie wiem co mam myśleć, co mówić. Jestem zła. Znowu piszę o bzdurach zamiast się uczyć lub chociażby robić COKOLWIEK na stopień no i ruszyć tę kartę ogniskową...
Wezmę się za to teraz. Mam nadzieję.

Przepraszam, Elfie.

piątek, 2 marca 2012

Oto i ja.

Przepraszam Cię, Elfie.
Zawsze, wszędzie, wciąż. Przepraszam, że zawalam, że wciąż nie mam pomysłów, że wciąż się na nas denerwujesz, że znowu Ty wymyślasz zbiórkę czy nockę bo my nie umiemy. Tfu, Wojciech umie.
Nie jestem zazdrosna, choć tak to może wyglądać.
Nie, jestem smutna, czasem zła. Ale nigdy na Ciebie, pamiętaj. Nie potrafiłabym, nie ośmieliłabym się.
Czasem... Chciałabym mieć z Tobą taki kontakt jaki masz np. z Wojtkiem. Ten luz pomiędzy Wami, to jest piękne, to jest fajne. Braterskie dusze, potraficie wciągać ludzi, dziewczyny poszłyby z Wami na koniec świata i jeden krok dalej.
Kim jestem? Piszę to trzymając w jednej dłoni "mój" sznur, w drugiej naszą chustę. Zastanawiam się. Przecież harcerstwo jest tym, co kocham, co jest moje. Ale czy wciąż ono kocha mnie? Albo inaczej. Czy ja zasługuję na to by być przyboczną? Czy kiedykolwiek zasługiwałam? Jestem NIKIM! Chcę krzyczeć, skakać, wrzeszczeć!
Ale nie zrobię tego. Nie zrobię bo jestem M. Ja duszę w sobie wszystko bo nie mogę okazać złości czy strachu, bólu. Okażę radość, czasem. Ale za to przyglądam się ludziom. Lubię, polecam - Żanetka Leta. Uspokaja, zastanawia, rozbawia.
Wracając do Elfa. Chciałabym widzieć uśmiech na jej twarzy. Ale boję się, że jutro nie nastąpi. Tak będzie, czuję to. Będzie mało dziewczyn, a zbiórka mało ciekawa. Ponadto pewnie nikt nie przyjdzie z mojej strony sieci bo po co? Ktoś nie podał dalej, jestem zła, nie mogę się do nikogo dodzwonić. Ale to nic. Nieważne, minęło.
Elfie, co widziałaś we mnie takiego? A może nic nie widziałaś i po prostu zrobiłaś to z żałości? "Żeby nie było?"
I... To najważniejsze...


Czy żałujesz?


"Zanotuj, że
Byłam
Jestem
Będę"

niedziela, 12 lutego 2012

Początek

Zastanawiam się dosyć często, kim jestem.
I dlaczego Elf chciała bym była jej przyboczną?
Bo przecież jestem szaraczkiem. Zawsze byłam, było mi z tym dobrze.
One wokół awansowały. Kikut, Wojtek, Łysa.
Ale w sumie czemu się dziwiłam? Pomysłowe, lubiane. Zawsze na zdjęciach z obozów czy zimowisk, dobrze ubrane, świetnie wyglądające.
I taka ja. Mała, grubaśna, nieogarnięta, żyjąca we własnym świecie i debilnie ubrana M.
Wciąż mnie to zdumiewa. Kim jestem? <moje jestestwo mówi w tym momencie: NIKIM!>
No właśnie. A zielony sznur to nie byle co. I widzę zdziwienie na twarzach gdy widzą tę zieleń.
M.? Ona? Jakim cudem? Taka ona?
Mają rację. Co to za przyboczna, która nie potrafi przeprowadzić zbiórki?
Która nie ogarnia nawet siebie, a co dopiero drużynę?
Która przeprowadza zajęcia, myśli że fajnie wyszły, ba! Nawet jest z siebie trochę dumna a potem słyszy, że jej zajęcia są zaliczane do tych nudniejszych, na które reaguje się myślą "O nieee... Znowu?"
Choć czasem budzi się we mnie to beznadziejne pragnienie, dziwne myśli "Co by było gdyby drużynową Sztilu była M.?"
Ten stan nie trwa dłużej niż pół godziny. Potem przychodzi fakt, że to nie będzie możliwe z prostych przyczyn.
1. Spartoliłabym tą robotę, szkoda rozwalać Sztil bo M. wymyśliła sobie "drużynowanie"
2. Co bym nie robiła, to Wojtek jest, była i będzie bardziej pomysłowa ode mnie. To ją kochają. Wiem co masz na myśli, nie, nie zazdroszczę jej, choć tak może to brzmieć. I BEZ IRONII wcale nie będę robiła nie wiadomo czego żeby być lepszą od niej. Nie chcę z nią rywalizować, kimże jestem?
3. Fajnie jest tylko w myślach, rzeczywistość jest tak cholernie trudna.

Ktoś powiedział mi przed otrzymaniem tego sznura, że gdy już w końcu jest, mijają wszelkie obawy.
Dupa, jest ich coraz więcej.
Gorzka jest ta satysfakcja z siebie.
That's the reasons why I can't be proud of myself.

Czuję, że umrę niedługo. Takie głupie uczucie, po prostu.
Kocham Sztil, kocham je wszystkie i każdą osobno.
Efie, wybierz dobrze. A Asia... Dobrze Ci będzie w granatowym, wierzę.
Bezsenność, dobranoc.