To... Zabawne.
Po raz pierwszy od bardzo dawna, czuję, że się boję. Czuję jak strach pulsuje mi w żyłach, powoli wnikając w moje ciało na stałe. Głęboki, ciemny.
Stało się. M., będziesz drużynową. Ja... Nie wiem co o tym myśleć. Wiem, że się boję. Wiem, że nie zasługuję na to. Wiem, że nie dorastam Madzi czy Elfowi do pięt.
Ale jednocześnie zadziwia mnie moja reakcja na to gdy ktoś o tym wspomina. Reaguję źle. Myślę, że to może ją boleć. A tak naprawdę... Nie chcę tak reagować. "Zielony sznur do czegoś zobowiązuje" faktycznie, zobowiązuje. Ale co jeśli przez cały mój czas bycia przyboczną, żyłam w świadomości, że to Wojtek zmieni Elfa, to...? Nikt mnie nie przygotowywał. Nikt mi nie mówił jak się zachowywać, co robić, jak reagować. Bo tak naprawdę to co mi dał Kurs Przewodnikowski? Poza tym, że mogę otworzyć pwd.? No w sumie, nie mogę. Warunkiem jest posiadanie samarytanki, której nie mam. Ale kończę. Obiecuję. Zrobię przed wakacjami. Muszę, chcę. Elficka będzie po maturach będzie lżej.
Mam tyle pytań, tyle rzeczy do powiedzenia... A wciąż nie potrafię z nią rozmawiać o ważniejszych rzeczach... Chciałabym umieć jej podziękować. Chciałabym umieć powiedzieć Ci wprost, że się boję, że jest mi źle, że jestem zła. Chciałabym przyjść niespodziewanie i po prostu, najzwyczajniej w świecie pogadać.
Chcę by to trwało. Ten błogi stan, gdy sama nie wiem czego chcę, co powinnam zrobić, gdy niezdecydowanie bierze górę. Akurat teraz, w tym momencie. Ten stan mógłby trwać. Nie jest dobrze, ale nie jest źle. Jest pomiędzy, kompletna równowaga. Poza tym cholernym strachem. Tak mogłoby być...
Powiedziałam sobie dziś parę razy, że jestem M. i jestem przyboczną w Sztilu. A potem, że będę drużynową.. To zabrzmiało tak fałszywie... Nie wierzę, nie rozumiem, boję się.
W tym tygodniu są Twoje urodziny... Przepraszam za prezent, mam nadzieję, że Ci się spodoba. Przecież... Obiecałam Ci go. Niestety nie w tym kolorze co trzeba no ale... Musimy coś wymyślić. Albo inaczej, ja chcę. Nie wiem czy one też chcą jakiś performance zrobić. Mam nadzieję, a jeśli nie, jestem wyższa funkcją, no nie? :D Stanęła mi przed oczami scena, gdy postawiłam Ziutę na baczność... Never again, I hope so.
Uciec, daleko, nie wiadomo dokąd. Byle jak najdalej. Chciałabym. Może już niekoniecznie do Norwegii, chociaż nie pogardziłabym. Odpocząć... Uciec przed tym tygodniem, szkołą... I wrócić.
Boję się...
Pieprzyć maturę, wróć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz