Znowu.
Znowu jestem sama w domu. Znowu się boję, znowu mam doła, znowu chcę rzygać, znowu chcę uciekać, znowu chcę krzyczeć, znowu chcę Ci coś powiedzieć.
Znowu.
Znowu tego nie zrobię. TCHÓRZ! Głupia, gruba, debilna M. Masz się uczyć, masz robić stopień, masz posprzątać, masz pamiętać. Masz się nie bać, masz być spokojna, masz być poważna, masz tego nie robić.
Czy to dobrze? Nie wiem, nie mam pojęcia. Ale denerwuje mnie to. JAK MNIE TO DENERWUJE! ROZUMIESZ? NIE, BO PO CO!
Przyjdź, proszę. Zainteresuj się. Zrób cokolwiek ale przestań mnie ignorować. Nie piszesz, nie odzywasz się, nie pytasz "Jak było?" chociaż zawsze pytałaś. Czemu? Dlaczego? Potrzebuję Cię, nie rozumiesz? Na cholerę piszesz, że nam ufasz? Po co to?
I jeszcze ta rozmowa z Wojtkiem... Czy ja... Skoro ona ma być drużynową zuchów... To ja...?
"Oddam drużynę, dopiero gdy będziecie mieć w pełni skończone kursy" - No właśnie. Nie zanosi się na to. Może to i lepiej? Arr! Obiecałam sobie, że nie będę o tym myśleć. Do cholery, czemu? Za dużo, boję się, za bardzo się boję. Ona tego nie rozumie. Obydwie tego nie rozumieją. A obydwie się boimy. Ona chyba bardziej niż ja, to takie straszne. Żadna z nas nie potrafi przemóc w sobie tego strachu. To dobrze. Są lepsze ode mnie. Dużo lepsze.
Najgorsze jest to, że ja się nie zmieniłam. Zmienił się sznur a one kompletnie inaczej mnie postrzegają. I mają coś dziwnego w oczach gdy do mnie mówią. No i to podpisywanie punktów. Czuję się jakbym pozbawiała czegoś Elfa. Czuję się głupio, gdy proszą mnie o podpis. To takie... Ech.
Tak, pójdę sobie gdzieś w końcu. O, do Norwegii na przykład. Niekoniecznie na piechotę, ale co tam. Autostopem czy czymś tam. Może rowerem? O, dobre, podoba mi się. Zobaczycie, jeszcze tam pojadę i miny Wam zrzedną. Będę mieszkała w małym drewnianym domku ze strychem i kominkiem. Na jakimś fjordzie czy czymś. Zobaczycie będę miała swoją żaglówkę. Będę pływać, łowić ryby i grać na gitarze. Będę czytać książki, całe dnie, noce, będę słuchała muzyki i rozmawiała ze sobą. A potem wypłynę w rejs, daleko i długo. Wrócę po wielu latach do Polski z niczym. Chociaż nie, z pięknymi wspomnieniami. Do tego czasu wszyscy zdążą ułożyć sobie życie. "A ja? Co ja? Co będzie ze mną?" Tak mogłoby być, czemu nie?
Ale... Nie brakowałoby mi Sztilu? Nie szukałabym każdej z nich w śpiewie wiatru, szumie morza?
Szukałabym Ciebie.
Zawsze szukałam.
Czemu im to mówiłam? Czemu opowiadam im historię własnego życia? Czemu opowiadam szarakom, że było ciężko? Czemu opowiadam im Dagor? Czemu opowiadam im Elfa? Nie ma Wojtka by mnie powstrzymać? A one mają dość, a ja wciąż gadam. Maszyna, wystrzeliwuję z siebie litery, słowa, zdania jak karabin maszynowy.
Mam dość, znowu. Ale nie oddam. Zabierz mi go, ale nie oddam.
Pieprzyć maturę, wróć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz