niedziela, 11 marca 2012

Wielkie halo i po halo.

No cóż... W tym tygodniu mam nawalone sprawdzianów, nie żeby coś ale powinnam się uczyć. Ale po co?
Ech, i jeszcze ta wywiadówka... Może... Hm. Muszę coś wymyślić, czemu człowiek może dostać 2 z biologii a rodzic nagle się o tym dowiaduje?
Zawaliłam, znowu, po raz kolejny. Bo po co dawać osobie barwowanej plakietkę?
Poza tym... Przecież można olewać zajęcia swojej drużynowej, olewać wszystko.
Olać całą nockę, zapomnieć o masie rzeczy.

Uprałam mundur. Tak, dalej mam szynę. To było ciekawe doświadczenie.
Cholera, jak ta ręka boli! Arr! Denerwuje mnie to.

Czemu ludziom przychodzą do głowy takie myśli?
Spakowałam sznur, chustę, suwak, krzyż, miałam ochotę dorzucić do środka list i wysłać jej.
Po co mi to? Skoro kolejny raz zawodzę? Skoro znowu zawalam? Po co to, można się przecież nie kompromitować, no nie? Źle mi z tym. Jestem zła na siebie. Jak zawsze, zresztą. Ale może teraz trochę bardziej? Nie wiem, nie wiem co mam myśleć, co mówić. Jestem zła. Znowu piszę o bzdurach zamiast się uczyć lub chociażby robić COKOLWIEK na stopień no i ruszyć tę kartę ogniskową...
Wezmę się za to teraz. Mam nadzieję.

Przepraszam, Elfie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz