czwartek, 10 maja 2012

Znów

Przepraszam Cię za siebie... Za moje niedociągnięcia, niepotrzebne słowa.
Przepraszam za moje nieogarnięcie. Wiedz po prostu... Że już rozumiem... Rozumiem jak się czułaś, gdy to my zawalałyśmy. Gdy byłyśmy na zbiórkach, ale nie przy Tobie... Zanim Ona ustawiła nas do pionu twierdząc: 'Albo teraz porozmawiacie, pokrzyczycie, popłaczecie i się dogadacie albo rozwiązuję drużynę bo mam do tego prawo'. Stwierdzenie, że to nam coś dało, nie oddaje nawet części tego, co tak naprawdę się stało...

Jestem zmęczona. Zmęczona Twoją nieobecnością. Wiesz jak Cię brakuje? Jak to straszliwie widać? Brakuje tego naturalnego przywódcy. Kogoś, kto jest naturalnym 'samcem alfa'. Chodź w tym przypadku to raczej samicą... Wiesz jak Cię brakuje z nami na zbiórkach? Mi Ciebie brakuje. Twojej obecności, spokoju w głosie. Łudzę się, że jesteś z nami... Że stoisz za mną, kładziesz mi rękę na ramieniu i mówisz 'Spokojnie, jest dobrze'.

Jednocześnie czuję jak bardzo nie nadaję się na tę funkcję. Jak marną imitacją przybocznej jestem... I jeśli masz wobec mnie jakieś zamiary... Nie wiem jakie, ale... Przemyśl to dobrze... Proszę.. Nie rób głupot. Wiesz to Ty, wiem to ja, że lepszą drużynową będzie Wojtek. Więc proszę Cię. Nie oddawaj drużyny teraz. Prowadź ją, nas. I za rok Wojtek będzie miała ten cały idiotyczny kurs i wtedy przejmie Sztil. Wierzę w to. To jedyne o co proszę... Poczekaj jeszcze rok. Zrobi ten kurs, bądź co bądź ważny i zostanie drużynową... Po prostu... Daj jej czas.

A ja... Jestem zmęczona. I mam takie niejasne, głupie wrażenie, że ten czas... Teraz gdy Cię nie ma... To jakby moje 'drużynowanie'. Swoją drogą, permanentnie zawalone. Te 3 miesiące wykończyły mnie doszczętnie. Jestem zmęczona. Cholernie zmęczona. Byciem zawsze, wszędzie. Martwieniem się czy przyjdą, czy wezmą wszystko co trzeba... Jestem zmęczona. I coraz częściej się zastanawiam... Po co mi to? Myślę żeby odejść... Coraz gorzej radzę sobie w szkole, odkąd 'awansowałam'. Czy to normalne?

Kręci mi się w głowie, trzęsą mi się dłonie...
Boję się.

Czysty strach. Widzę jak mężczyzna w lateksowych rękawiczkach wyciąga ampułkę ze srebrnym, lekko skrzącym się płynem. Wbija igłę, napełnia strzykawkę... Podchodzi do mnie... Próbuję uciekać, szarpię, krzyczę, gryzę. Chcę się uwolnić, uciekać. Ale...nie. Sznury dobrze trzymają i wiedzą w jakich miejscach wbijać się w ciało. Mężczyzna w końcu łapie mnie za rękę, wbija igłę i... Czuję to. To 'coś'. Pełznie po żyłach, coraz głębiej, mocniej, intensywniej. I nagle... Cisza. Słyszę tylko szybkie uderzenia mojego serca... I ten strach... Czysty, mocny, zwierzęcy wręcz strach...

Bezsenność poszukuje samotności.
Samotność poszukuje ciemności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz